czwartek, 22 listopada 2012

Skomplikowana sprawa Kubusia P.

Jesteśmy pewni, że kojarzycie  misia o "bardzo małym rozumku". :) Tak, chodzi o Kubusia Puchatka. Ale uważajcie - teraz Wasze dzieciństwo może się skończyć. Te informacje mogą być gorsze od wiadomości, że Święty Mikołaj nie istnieje... Sprawy mają się tak:
"Kubuś Puchatek" to polski tytuł książki "Winnie - the - Pooh". Zgadza się? Zgadza!
Większość z Was zna tłumaczenie autorstwa Ireny Tuwim. To też musi się zgadzać, bo ta wersja jest jedną z  lepiej i dłużej dostępnych na polskim rynku. Musicie jednak wiedzieć, że sprawa Kubusia Puchatka trochę się komplikuje. Nie tylko dlatego, że dostępna jest jeszcze jedna wersja bajki - w tłumaczeniu Moniki Adamczyk, ale i dlatego, że nikt z nas nie jest w stanie powiedzieć, kim tak naprawdę jest Kubuś Puchatek, dopóki sam sobie tej książki nie wytłumaczy!
Po pierwsze- Kubuś Puchatek jest kobietą.
Imię Winnie,jest skrótem od żeńskiego imienia Winfreda.
Po drugie- Alan Milne opisał historię Winfredy i dla dorosłych i dla dzieci.
Po trzecie- (co już może nie będzie tak zaskakujące) chłopiec, znany nam jako Krzyś, nazywa się Christopher Robin, dokładnie tak, jak nazywał się syn pisarza.
W czym jeszcze problem...
Problem wygląda tak, że mamy w Polsce dwie wersje tej książki, ale żadna z nich nie odzwierciedla w stu procentach tego, co chciał napisać Milne.
Tłumaczenie Ireny Tuwim pełne jest zdrobnień (mamy tu setki "chmurek", "schodków", "słoneczek"), imiona i nazwiska są często zmienione (wspomniany już Kubuś Puchatek, Krzyś i wielu innych) a do tego upraszcza wiele słów co sprawia, że ludzie dorośli nie sięgają sami po tę książkę.
Z drugiej strony mamy tłumaczenie Moniki Adamczyk. Tłumaczenie rewolucyjne, bo nie ma tu żadnego Kubusia Puchatka. Jest za to Fredzia Phi- Phi. Nie mamy tu też zbyt wielu zdrobnień, choć na kilka możemy natrafić. Ważne jest jednak, że autorka tłumaczenia starała się nie zmieniać imion i nazwisk bohaterów.
Wiele osób może powiedzieć, że tłumaczenie M. Adamczyk jest lepsze, bo bardziej dokładne, ale okazuje się, że i to nie jest oddaniem wszystkiego, co zostało napisane w oryginale.
"Winnie - the - Pooh" to całkiem poważna książka, co czuje się, gdy czyta się ją w języku angielskim.
Jaki morał?
Taki, że warto uczyć się języków obcych, by móc w pełni zrozumieć sens swoich ulubionych książek. Nie tylko tych z dzieciństwa:)

Brak komentarzy: